Archive for Lipiec, 2011

Po wyjątkowo nieudanym maratonie w Szydłowcu nadszedł czas na Supraśl. Praktycznie od pierwszej edycji Mazovii w tym mieście, trasa przygotowana przez lokalesów jest uznawana za najlepszą trasę cyklu maratonów organizowanych przez Cezarego Zamanę. Wyjeżdżamy tradycyjnie w 3-osobowym składzie z 30-minutowym opóźnieniem a na linię startu wpadamy raptem kilka sekund przed startem naszego sektora. Start szybki, pierwsze km jak zwykle przez miasteczko jednak tym razem z innego niż zwykle miejsca. Koledzy z Supraśla wytyczyli bardzo przyjemną, i jednocześnie wymagającą, interwałową trasę, która wynagrodziła uczestnikom znane wszystkim drobne wpadki organizatorów Mazovii. Po maratonie piwko, pizzunia i powrót z Podlasia do Warszawy. Czekamy na Gwiazdę Mazurską!

READ MORE

Lato w pełni, wolny weekend, szkoda siedzieć w domu. Jedziemy do Kazika! Tym razem ambitnie planujemy pokonać całą trasę na rowerach, bez wspomagania się PKP itp. Ruszamy ze Świdnika, w Lublinie dołącza do nas Paweł a w Nałęczowie Irek, który pierwsze 40 km pokonał samochodem z rowerem w środku. :) W Nałęczowie jak zwykle zatrzymujemy się na lody a później udajemy się znana trasą w stronę Kazimierza. Po drodze kilka razy zatrzymujemy się na malinowy popas. :) W Kaziku dzikie tłumy więc robimy szybkie zakupy w piekarni u Sarzyńskich i spadamy nad Wisłę. Po prawie godzinie relaksy zbieramy się do domu. Kolejny przystanek to Nałęczów i znana chyba wszystkim cukiernia. Z Nałęczowa wracamy tylko z Pawłem bo Irek musiał zabrać samochód, którym przyjechał rano. Gdy dojeżdżamy do domu na liczniku widnieje 146 km. Niestety nie starcza nam ambicji na dokręcenie po mieście do równych 150. Nie te lata. :)

READ MORE

Wiele osób czekało na ten maraton. Szumnie zapowiadana górska trasa miała być jak na standard Mazovii wyjątkowo ciekawa i wymagająca. Jechaliśmy z pozytywnym nastawieniem na dobry wynik po kilku dniach spędzonych w Istebnej i Szczawnicy. Jak się jednak okazało, trasa w Szydłowcu to jeden wielki SHIT!

Wystartowaliśmy w deszczu i pierwsze kilka km pokonaliśmy na szosie. Pomysł na taki start był dobry bo pozwolił na rozciągnięcie stawki. Niestety okazało się, że to niewiele pomogło. Zaraz po zjeździe z asfaltu zaczęły się prawdziwe korki bo człowiek odpowiedzialny za przebieg trasy wykazał się wyjątkowym brakiem wyobraźni. Trasa przebiegała przez błoto po kolana i rozlewiska wody prawie po pas. Niestety nie dało się po tym jechać. Być może dlatego większość osób zdecydowała się na zjazd na dystans Fit. My zrobiliśmy podobnie i była to najlepsza z możliwych decyzji bo czas przejazdu na Mega u wielu osób przekroczył 5 godzin!

Szkoda, że ktoś nie pomyślał i zmarnował szansę na zorganizowanie dobrego maratonu bo okoliczne tereny temu sprzyjają.

READ MORE