Archive for Wrzesień, 2011

IMG_4747

Ostatni weekend września to również ostatnia, finałowa edycja tegorocznej Mazovii. Wyścig ważny bo ostatni liczący się do generalki dla Weroniki. Lokalizacja naszym zdaniem nie do końca trafiona bo do przejechania mamy kawał drogi. Na szczęście udało się dotrzeć na czas. Mimo sporego zapasu czasu na starcie stajemy w ostatniej chwili bo bajzel w biurze zawodów jest wyjątkowy! Razem z Weroniką jadę na Fita bo tym razem liczy się każda sekunda a ewentualna awaria sprzętu może przekreślić szanse na dobre miejsce. Na szczęście okazuje się, że zupełnie niepotrzebnie. Sprzęt daje rade a Weronika odstawia mnie o dobre kilka minut, na mate dociera na 5. miejscu ale i tak daje jej to 4. miejsce w Klasyfikacji Generalnej na dystansie Fit w Kategorii K2! Wynik tym lepszy, że jest to jej pierwszy sezon startowy! Po takim starcie nie zostaje nam nic innego jak udanie się na toruńską starówkę gdzie razem z grupą znajomych oblewamy zakończenie sezonu. Po powrocie do domu zdobyty puchar trafia na honorowe miejsce a my układamy plan na następny sezon!

READ MORE

Według wyliczeń Pawła to już 5. edycja tej wycieczki. Niestety w czwartej, majowej edycji nie mogłem uczestniczyć więc tym chętniej zabieram się za szykowanie do wyjazdu. Mieliśmy jechać w piątkę: Paweł, Weronika, ja i dwa Michały. Niestety pomysłodawca wyjazdu musiał zostać w Lublinie i pojechaliśmy w mniejszym składzie. Plan przewidywał pokonanie około 200 km w ciągu niespełna dwóch dni.

IMG_4429

Pierwszy etap naszej podróży to dojazd pociągiem ze Świdnika do Lublina a później szynobusem do Szastarki. W Szastarce wjeżdżamy w teren i jedziemy przez pola i lasy w kierunku Szczebrzeszyna. Tempo mamy typowo wycieczkowe. Nie odpuszczamy również żadnej malinowej plantacji. :) Okolice Szczebrzeszyna to bardzo malownicze tereny. Tamtejsze wąwozy są zdecydowanie większe niż te znane z okolic Kazimierza Dolnego a fun z jazdy po nich jest niesamowity! Niestety w jednym z nich mamy mały wypadek – Weronika zalicza swoje pierwsze w życiu OTB! Upadek był na tyle mocny, że zatrzymał nas na jakiś czas. Na szczęście nasze podejrzenia złamanej szczęki okazały się niesłuszne. Szczęka boli ale czas ucieka – jedziemy dalej! Po przejechaniu wąwozów postanowiliśmy zrobić przerwę na obiad i okłady z lodu. Ponieważ zeszło nam na tym sporo czasu to dalszą część trasy pokonujemy szosą. Po drodze zatrzymujemy się jeszcze na gofry w Zwierzyńcu oraz przy Stawach Echo aby zrobić kilka fotek. Z racji, że słońce chyli się ku zachodowi ruszamy dalej. W ostatniej chwili robimy zakupy w Suścu i udajemy się do naszej kwatery, która jest kilka km dalej. A na miejscu wiadomo, piwko, grill i spać bo ponad 120 km w nogach z bagażem na plechach robi swoje a rano trzeba wstać.

IMG_4594

Drugi dzień zaczynamy leniwie od śniadania i pakowania. Michał B. spał chyba do południa i jak zwykle trzeba było na niego czekać. :) Po opuszczeniu kwatery ruszamy zobaczyć Szumy na Tanwi i Wodospad Jeleń. Kolejnym punktem programu były bunkry linii Mołotowa. Niestety całą zabawę zepsuł nam Paweł bo powiedział mi przez telefon, że pociąg, którym planujemy wracać kursował tylko do końca wakacji… A tak na prawdę to tylko dzięki niemu nie musieliśmy wracać z Suśca do domu rowerami bo jak się okazało rozkład na stronie PKP mówił co innego. Niechętnie zrezygnowaliśmy z bunkrów od których dzieliło nas raptem kilkanaście km i ruszyliśmy szosą w kierunku Zamościa aby zdążyć na pociąg powrotny. Było gorąco, średnia nie spadała poniżej 30 km/h ale dzięki temu dotarliśmy na dworzec z kilkuminutowym zapasem.

Wyjazd bardzo udany. Tereny rewelacyjne. Pogoda jak na zamówienie. Szkoda tylko, że nie udało się wszystkiego zobaczyć ale jeszcze się taki nie urodził co by całe Roztocze w 2 dni objechał. :)

PS. Wyjazd na Roztocze był dla mnie również okazją do przetestowania bezbagażnikowej torby rowerowej BikePack RePack SL. Do testów wybrałem torbę wykonaną z tkaniny X-Pac w rozmiarze M (od 5 do 9 litrów). Torba sprawdziła się doskonale! Więcej na ten temat napiszę w oddzielnym wpisie jak tylko znajdę chwilę czasu.

READ MORE

Prawie połowa września za nami a na dworze wciąż słonecznie i ciepło. Trzeba korzystać! Znowu jedziemy do Kazika sprawdzić czy są jeszcze maliny. :)

IMG_4357

Tym razem startujemy z Lublina i znaną trasą udajemy się w kierunku Nałęczowa w czteroosobowym składzie, tj. Weronika, Paweł, ja i Michał, który chyba w końcu odpoczął po Trophy bo udało się go wyciągnąć na wycieczkę. :) Po krótkiej przerwie na lodowy popas i drobnych serwisach rowerowych ruszamy dalej. Idzie nam wyjątkowo opornie i już w Wąwolnicy robimy kolejną przerwę pod sklepem. Eeech ten małomiasteczkowy klimat – jest przed południem a lokalesi ledwo trzymają się na nogach. Haj lajf! Zupełnie jak w „Ranczu Wilkowyje”! :) Kolejny przystanek to znane nam doskonale plantacje malin przed Kazimierzem. I znowu kilka minut w plecy a dzień ucieka. W końcu udaje się dotrzeć do Kazimierza. Robimy szybkie zakupy i spadamy nad Wisłę. Po małej przerwie robimy kilka fotek na plaży nad Wisłą i wracamy w kierunku Lublina. Stawka się rozciąga a powrót wydaje się nie mieć końca…

Dzisiejszy wypad był chyba najbardziej lajtowym wyjazdem tego sezonu ale ile można się ścigać? :)

READ MORE