Jesienne podrygi w Szczawnicy
Po nieudanym, deszczowym, lipcowym urlopie postanowiliśmy złapać resztki jesiennego słońca w kapelusz, tzn. w kask i wybraliśmy się na tydzień do Szczawnicy. Decyzja o wyjeździe była mocno zależna od pogody więc wyjazd nie był pewno aż do ostatniej chwili – wniosek urlopowy wystawiłem w piątek po 14. ;-) Na miejsce dotarliśmy w niedziele wieczorem, przygotowaliśmy sprzęt i poszliśmy spać.
Pierwszy dzień przywitał nas bezchmurnym, błękitnym niebem i… szronem na łące. Chwile po 8 było około -5 stopni. Ubraliśmy się więc ciepło i jak tylko słońce wzbiło się wyżej ruszyliśmy na szlak. Na rozgrzewkę wybraliśmy Przechybę i pasmo Radziejowej. Wybór okazał się idealny. Po krótkiej rozgrzewce na podjeździe do Sewerynówki zrobiliśmy krótką przerwę na fotki przy wodospadzie Zaskalnik. Plan dalszej części wycieczki zakładał podjazd niebieskim szlakiem rowerowym biegnącym od Kapliczki na Sewerynówce jednak skręciliśmy chwile za wcześnie bo przy Leśniczówce Kunie i wylądowaliśmy na niebieskim szlaku ale pieszym a nie rowerowym. Po kilu kilometrach było jasne dlaczego szlak był oznaczony jako pieszy. Praktycznie cały odcinek od Polany Koczarki do Polany Jaworzyny pokonaliśmy z buta. ;-) Końcówka i dojazd do schroniska pod Przechybą poszły nam znacznie łatwiej. Na szczycie, tuz przed schroniskiem spotkaliśmy równie pomysłowego co my, zimowego rowerzystę ze Starego Sącza, Kubę. Razem skoczyliśmy na pierogi, żurek i herbatkę a później wyruszyliśmy w kierunku Radziejowej. Przejazd ośnieżonym czerwonym szlakiem przez Złomisty Wierch do Radziejowej okazał się wyjątkowo atrakcyjny. Śnieg, korzenie i kamienie okazały się rajem dla Weroniki. Lepszych doznań mogła dostarczyć wyłącznie stojąca na Radziejowej 20-metrowa wieża widokowa. Wejście na górę było jak bułka z masłem jednak w dół mieliśmy mały problem. Ale warto było! Widoki z wieży takie, że łeb urywa! Od przyszłego sezonu zaczynam wozić na szlak lustrzankę! (Której wprawdzie jeszcze nie mam ale Weronika obiecała, że kupi mi na Mikołaja ;-)) Z Radziejowej pojechaliśmy w kierunku Wielkiego Rogacza gdzie mieliśmy się rozstać z naszym towarzyszem Kubą. Kolega postanowił jednak podprowadzić nas na Przełęcz Obidza i tam odbił w kierunku Piwnicznej. My natomiast strzeliliśmy kilka fotek z baziami i zjechaliśmy do Jaworek przez Przełęcz Rozdziela i Białą Wodę. Wycieczkę zakończyliśmy grzańcem.
Wtorek podobnie jak dzień poprzedni przywitał nas lekkim mrozem i pięknym słoneczkiem. Tym razem obraliśmy zupełnie inny kierunek wycieczki. Z Jaworek pojechaliśmy szoską przez Szlachtową i Szczawnicę do szlaku rowerowego biegnącego wzdłuż Dunajca, którym dotarliśmy do Czerwonego Klasztoru. Zrobiliśmy kilka fotek i ruszyliśmy ostro w górę na Sedlo Cerla. Końcówka podjazdu już tradycyjnie została pokonana z buta. ;-) Warto jednak było się wspinać. Na górze zero wiatru, czyste niebo, temperatura blisko 20 stopni i pięęękne landszafty! Po prawie godzinnym popasie i wypasie na łące z trudem podjęliśmy decyzję o dalszej podróży. Z Przełęczy pod Klasztorną Góra pojechaliśmy czerwonym szlakiem w kierunku Wielkiego Lipnika. Z Lipnika pojechaliśmy żółtym szlakiem na Wysoki Wierch a stamtąd do Schroniska pod Durbaszką. Po krótkim popasie zjechaliśmy szeroką szutrówką z powrotem do Jaworek. Dzień tradycyjnie zakończyliśmy grzańcem. :)
Trzeciego, równie słonecznego dnia chcieliśmy wjechać znaną nam z poprzedniego urlopu i wspomnianą wcześniej trasą rowerową na Przechybę. Niestety pomyliliśmy drogę i zamiast szlakiem, pojechaliśmy drogą prowadzącą przez zbocza Gwoździanki, Kiczory i Pieniężnej. Kilka km od szczytu Przechyby szutrówka zamieniła się w koryto kamienistego strumienia a podjazd w podejście. Szkoda było się cofać, tym bardziej, że szczyt był blisko. Postanowiliśmy więc podejść z rowerami pod górę. Teraz wiem, że to było błąd bo zajęło to nam ponad 2 godziny! Dano się tak nie styrałem! Z racji problemów ze szlakiem po popasie w znanym nam z poniedziałkowej przejażdżki schronisku zjechaliśmy poszukiwanym od 3 dni szlakiem rowerowym do Szczawnicy. Zaplanowaną również na ten dzień Dzwonkówkę odwiedzimy następnym razem.
W czwartek trocheę popadało więc spędziliśmy go w nierowerowy sposób a po jednym dniu odpoczynku od 2 kółek zrobiliśmy najdłuższą trasę tego wyjazdu i pojechaliśmy szosą nad jezioro Czorsztyńskie i do Niedzicy. W ostatni wieczór grzaniec był trochę mocniejszy! :D
Podsumowując, wyjazd był bardzo udany. Pojeździliśmy nieporównywanie więcej niż w wakacje. Zaliczyliśmy również Trzy korony i basenik w Bukowinie. Za rok olewam polskie lato i w góry tez pojadę jesienią! :)
Czyli jednak urlop się udał. Mam nadzieję, że już od początku przyszłej wiosny pogoda będzie taka jak tej jesieni.
Pozdrowerek i zapraszam w Beskidy!
Zdecydowanie! My też czekamy na ciepłą wiosnę i jak tylko śnieg stopnieje ruszamy w Beskidy przynajmniej na kilka dni. :)