Archive for the ‘urlop’ Category

Po nieudanym, deszczowym, lipcowym urlopie postanowiliśmy złapać resztki jesiennego słońca w kapelusz, tzn. w kask i wybraliśmy się na tydzień do Szczawnicy. Decyzja o wyjeździe była mocno zależna od pogody więc wyjazd nie był pewno aż do ostatniej chwili – wniosek urlopowy wystawiłem w piątek po 14. ;-) Na miejsce dotarliśmy w niedziele wieczorem, przygotowaliśmy sprzęt i poszliśmy spać.

IMG_5272

Pierwszy dzień przywitał nas bezchmurnym, błękitnym niebem i… szronem na łące. Chwile po 8 było około -5 stopni. Ubraliśmy się więc ciepło i jak tylko słońce wzbiło się wyżej ruszyliśmy na szlak. Na rozgrzewkę wybraliśmy Przechybę i pasmo Radziejowej. Wybór okazał się idealny. Po krótkiej rozgrzewce na podjeździe do Sewerynówki zrobiliśmy krótką przerwę na fotki przy wodospadzie Zaskalnik. Plan dalszej części wycieczki zakładał podjazd niebieskim szlakiem rowerowym biegnącym od Kapliczki na Sewerynówce jednak skręciliśmy chwile za wcześnie bo przy Leśniczówce Kunie i wylądowaliśmy na niebieskim szlaku ale pieszym a nie rowerowym. Po kilu kilometrach było jasne dlaczego szlak był oznaczony jako pieszy. Praktycznie cały odcinek od Polany Koczarki do Polany Jaworzyny pokonaliśmy z buta. ;-) Końcówka i dojazd do schroniska pod Przechybą poszły nam znacznie łatwiej. Na szczycie, tuz przed schroniskiem spotkaliśmy równie pomysłowego co my, zimowego rowerzystę ze Starego Sącza, Kubę. Razem skoczyliśmy na pierogi, żurek i herbatkę a później wyruszyliśmy w kierunku Radziejowej. Przejazd ośnieżonym czerwonym szlakiem przez Złomisty Wierch do Radziejowej okazał się wyjątkowo atrakcyjny. Śnieg, korzenie i kamienie okazały się rajem dla Weroniki. Lepszych doznań mogła dostarczyć wyłącznie stojąca na Radziejowej 20-metrowa wieża widokowa. Wejście na górę było jak bułka z masłem jednak w dół mieliśmy mały problem. Ale warto było! Widoki z wieży takie, że łeb urywa! Od przyszłego sezonu zaczynam wozić na szlak lustrzankę! (Której wprawdzie jeszcze nie mam ale Weronika obiecała, że kupi mi na Mikołaja ;-)) Z Radziejowej pojechaliśmy w kierunku Wielkiego Rogacza gdzie mieliśmy się rozstać z naszym towarzyszem Kubą. Kolega postanowił jednak podprowadzić nas na Przełęcz Obidza i tam odbił w kierunku Piwnicznej. My natomiast strzeliliśmy kilka fotek z baziami i zjechaliśmy do Jaworek przez Przełęcz Rozdziela i Białą Wodę. Wycieczkę zakończyliśmy grzańcem.

IMG_5511

Wtorek podobnie jak dzień poprzedni przywitał nas lekkim mrozem i pięknym słoneczkiem. Tym razem obraliśmy zupełnie inny kierunek wycieczki. Z Jaworek pojechaliśmy szoską przez Szlachtową i Szczawnicę do szlaku rowerowego biegnącego wzdłuż Dunajca, którym dotarliśmy do Czerwonego Klasztoru. Zrobiliśmy kilka fotek i ruszyliśmy ostro w górę na Sedlo Cerla. Końcówka podjazdu już tradycyjnie została pokonana z buta. ;-) Warto jednak było się wspinać. Na górze zero wiatru, czyste niebo, temperatura blisko 20 stopni i pięęękne landszafty! Po prawie godzinnym popasie i wypasie na łące z trudem podjęliśmy decyzję o dalszej podróży. Z Przełęczy pod Klasztorną Góra pojechaliśmy czerwonym szlakiem w kierunku Wielkiego Lipnika. Z Lipnika pojechaliśmy żółtym szlakiem na Wysoki Wierch a stamtąd do Schroniska pod Durbaszką. Po krótkim popasie zjechaliśmy szeroką szutrówką z powrotem do Jaworek. Dzień tradycyjnie zakończyliśmy grzańcem. :)

IMG_5641

Trzeciego, równie słonecznego dnia chcieliśmy wjechać znaną nam z poprzedniego urlopu i wspomnianą wcześniej trasą rowerową na Przechybę. Niestety pomyliliśmy drogę i zamiast szlakiem, pojechaliśmy drogą prowadzącą przez zbocza Gwoździanki, Kiczory i Pieniężnej. Kilka km od szczytu Przechyby szutrówka zamieniła się w koryto kamienistego strumienia a podjazd w podejście. Szkoda było się cofać, tym bardziej, że szczyt był blisko. Postanowiliśmy więc podejść z rowerami pod górę. Teraz wiem, że to było błąd bo zajęło to nam ponad 2 godziny! Dano się tak nie styrałem! Z racji problemów ze szlakiem po popasie w znanym nam z poniedziałkowej przejażdżki schronisku zjechaliśmy poszukiwanym od 3 dni szlakiem rowerowym do Szczawnicy. Zaplanowaną również na ten dzień Dzwonkówkę odwiedzimy następnym razem.

W czwartek trocheę popadało więc spędziliśmy go w nierowerowy sposób a po jednym dniu odpoczynku od 2 kółek zrobiliśmy najdłuższą trasę tego wyjazdu i pojechaliśmy szosą nad jezioro Czorsztyńskie i do Niedzicy. W ostatni wieczór grzaniec był trochę mocniejszy! :D

Podsumowując, wyjazd był bardzo udany. Pojeździliśmy nieporównywanie więcej niż w wakacje. Zaliczyliśmy również Trzy korony i basenik w Bukowinie. Za rok olewam polskie lato i w góry tez pojadę jesienią! :)

READ MORE
01sie

Śnieżka

Na koniec ostatnie rowerowe oszukaństwo – piesza wyprawa na Śnieżkę. Opiszę ją jednak później bo teraz nie mam czasu. ;-)

READ MORE

                               Z racji, że dzień bez roweru to dzień stracony postanowiliśmy pojeździć wieczorem. Celem naszej podróży był Chybotek. Niestety koło Grobu Karkonosza Weronika spękała i Chybotka zobaczymy następnym razem ;-)

READ MORE

Po piątkowej wycieczce do Czech i pokonaniu kilkunastokilometrowych podjazdów zaplanowaliśmy sobie lajtową sobotę i jednocześnie 3. podejście do zdobycia Śnieżnych Kotłów. Aby uniknąć pokonywania znanych już nam szlaków wybraliśmy wariant dla niedzielnych turystów – wyciągu na Szrenicę. Po odstaniu w kolejce wjechaliśmy na górę gdzie czekały już na nas kozackie naleśniki z jagodami. ;-) Ze Szrenicy ruszyliśmy szlakiem pieszym obok Trzech Świnek w kierunku Śnieżnych Kotłów. Zgodnie z powiedzeniem ‘do 3x sztuka’ tym razem udało się. Zrobiliśmy kilka fotek i ruszyliśmy w drogę powrotną. Tym razem dołem, niebieskim a później zielonym szlakiem pieszym w kierunku Łabskiego Szczytu. Po drodze trzeba było pokonać szereg przeszkód wielkości 46-calowych telewizorów ale dla tych widoków było warto! Końcówkę wycieczki poprowadziliśmy znanym nam szlakiem nieopodal Kamieńczyka. Wycieczkę zakończyliśmy po raz kolejny mega żarciem w karczmie Niebo w gębie.

READ MORE
30lip

Harrachov

Tego dnia zrobiliśmy najdłuższą trasę urlopu. Szlakiem nr 2 dojechaliśmy do Polany Jakuszyckiej, później 13a na Orle, a dalej 13 do Harrachova gdzie zobaczyliśmy znanego dzięki wyczynom Adama Mamuta, Mumlavsky Vodospad, i zaliczyliśmy najdłuższy bo aż 16km podjazd na szczyt [Pod Vosecka Buda] nieopodal Szrenicy a później baaardzo szybki asfaltowy zjazd do Jakuszyc. Dzień zakończyliśmy mega żarciem w Szklarskiej. :)

READ MORE

Czwartkowy poranek powitał nas słabą pogodą toteż postanowiliśmy zrobić drugie podejście na Śnieżne Kotły i tym samym rozruszać inne partie mięśni. W górę udaliśmy się szlakiem żółtym, który doprowadził nas do Schroniska pod Łabskim Szczytem. W schronisku zjedliśmy kozackie pierogi ruskie, zmieniliśmy lekko mokre koszuliny i ruszyliśmy dalej. Niestety w okolicy Łabskiego Szczytu, kilkanaście minut od celu naszej wycieczki złapał nas potężny deszcz a szczyt schował się w gęstych chmurach. Nie mieliśmy więc wyjścia i ruszyliśmy z powrotem w kierunku domu do którego dotarliśmy całkowicie przemoczeni. Po kolejnej nieudanej próbie zdobycia Śnieżnych Kotłów morale spadło niemal do zera. Na szczęście udało się je odbudować po mega żarciu w karczmie „Niebo w gębie” – swoją drogą polecam to miejsce!

READ MORE

                               Zgodnie z zasadą, że urlop w Karkonoszach bez nielegalnego podjazdu to urlop stracony, zaplanowaliśmy wdrapać się rowerami na co najmniej jeden zakazany szczyt. Zgodnie z sugestiami dobrego człowieka z Informacji Turystycznej, wybór padł na Szrenicę. Ze Szklarskiej wyjechaliśmy Szosą Czeską w kierunku Jakuszyc a następnie odbiliśmy w lewo pod pozostałości po starej skoczni narciarskiej. Tam Weronika miała swoje 5 minut i zakręciła baletnicę na scenie po czym ruszyliśmy w kierunku Kamieńczyka gdzie zaczynał się właściwy dla nas podjazd. Przed przystąpieniem do forsowania formacji ochronnej KPN-u jaką była kasa biletowa z panią na leżaku postanowiliśmy dostarczyć sporej dawki energii w postaci lodów i gofrów w rozmiarze XXXL. Następnym krokiem były przygotowania do negocjacji a więc kaski z głów, rękawice w kieszeń a w garść aparat. Turystycznym krokiem ruszyliśmy w kierunku bramy. W odpowiedzi na bardzo wymowne „nie ma mowy” miałem już przygotowaną odpowiedź: „chyba nie myśli Pani, że moja baba tam podjedzie?!”. O dziwo zadziałało! Na odchodne usłyszałem tylko, że gdybym był z kumplami to nie mielibyśmy szans. Tak więc panowie, czasami baba na wakacjach się przydaje! ;-) Za pierwszym zakrętem z bananem na gębie wskoczyliśmy na rowery i ogień pod górę. Ogień wprawdzie szybko zgasł ale i tak było fajnie. Po drodze zrobiliśmy dwie przerwy bo z góry pędził niezidentyfikowany obiekt spalinowy 4×4. Na szczęście okazało się, że nie są to siły wroga tylko serwisanci Emitela. ;-) Schronisko na Hali Szrenickiej minęliśmy dla zmyłki z buta ale już za pierwszym krzakiem kosodrzewiny kręciliśmy dalej. Kolejny odcinek był dziecinnie prosty, nachylenie niewielkie a droga równa i szeroka. Turystów jak na lekarstwo ale to chyba wynikało z nieciekawej pogody – po kilku minutach ze szczytu zgoniła nas nadchodząca burza. Nie udało się więc pojechać dalej, w okolicę Śnieżnych Kotłów. Nie zmartwiliśmy się jednak zbytnio bo był to świetny argument do szybkiego zjazdu. Po kilkunastu minutach byliśmy na dole a niewiele później z powrotem w Szklarskiej. ;-) Dzień zakończyliśmy porządnym grillowaniem. ;-)

READ MORE

                               Wtorkowy poranek przywitał nas w końcu ładną pogodą. Decyzja o wyborze trasy była niemalże natychmiastowa – Nove Mesto i Singiel Track pod Smrkem! Do Novego Mesta przyjechaliśmy samochodem. Zrobiliśmy zapas browarów i ruszyliśmy na poszukiwania singla. Niestety nie było to łatwe bo nikt nie pokusił się o umieszczenie jakichkolwiek oznaczeń tej jakby nie patrzeć ciekawej atrakcji turystycznej. Złożyliśmy sprzęt, pogadaliśmy chwilę z kolegą z PL i ruszyliśmy w las. Pierwsza rundka była typowo rozpoznawcza, sporo czasu potrzebowaliśmy na znalezienie niektórych oznaczeń ścieżki i zrobiliśmy kilka fotek. Na trasie spotkaliśmy jeszcze dwóch hardcorów z Polski którzy pokonywali singla z masą sprzętu AV na plecach. Jak się później okazało, szykowali się do kręcenia filmu reklamowego dla znanego producenta rowerów i musieli wybadać teren. Druga rundka była już zupełnie inna. Kamera na kask i ogień w las! Zabawa była przednia, banan nie schodził z gęby aż do ostatniej hoopki! Ta atrakcję trzeba będzie kiedyś powtórzyć. Poczekamy jednak aż rozbudują trochę tą trasę bo pokonywanie kilkuset kilometrów wyłącznie dla osiemnastokilometrowej pętli, mimo wielu jej zalet, mija się z celem.

READ MORE

Na poniedziałek zaplanowaliśmy krótką wycieczkę, w dużej części po trasie rowerowej nr 3. Wyruszyliśmy ze Szklarskiej drogą w kierunku Świeradowa i szybko dotarliśmy do punktu widokowego na Zakręcie Śmierci a chwilę później do Leśnej Chaty przy której skręciliśmy w długą szutrową drogę prowadzącą w okolice Zbójeckich Skał. Dalej pojechaliśmy żółtym szlakiem pieszym w kierunku Piechowic. W Piechowicach złapał nas spory deszcz więc zorganizowaliśmy sobie mały popas pod przydrożnym drzewem. Z Piechowic pojechaliśmy szlakiem niebieskim, który doprowadził nas do Wodospadu Szklarki a chwilę później do Starej Chaty Walońskiej skąd udaliśmy się w drogę powrotną do domu.

READ MORE

W niedzielę w końcu wyszło słońce więc najszybciej jak się dało czyli koło południa ruszyliśmy na szlak. Ze względu na łatwe podjazdy wybór trasy padł na Dużą Pętlę Izerską, oznaczoną w terenie jako szlak rowerowy nr 13. Gdy w końcu po 4 dniach Weronika dorwała się do roweru, cisnęła tak mocno, że na pierwszym większym podjeździe na drodze prowadzącej do Polany Jakuszyckiej zerwała łańcuch. Straciliśmy przez to kilka minut jednak po szybkiej naprawie ruszyliśmy dalej. Z Polany Jakuszyckiej w kierunku Stacji Turystycznej Orle pojechaliśmy szlakiem czerwonym, który na tym odcinku pokrywa się z trasami rowerowymi nr 8, 9 i 10. Odcinek krótki i łatwy więc chcieliśmy go pokonać w kilka minut. Izerskie kamyki pokonały jednak moje Rocket Rony i dętkę. W 4 miejscach naraz. Czas uciekał więc szybko wziąłem się za naprawę. Tymczasem Weronika nie marnowała ani chwili i siała spustoszenie w pobliskich krzaczkach jagód. W schronisku pochłonęliśmy naleśniki z jagodami i ruszyliśmy dalej wzdłuż rzeki Izery do Chaty Górzystów a dalej żółtym pieszym do Kopalni Kwarcu Stanisław. Do Szklarskiej wróciliśmy szlakiem niebieskim. Całość trasy zamknęła się w 36 km.

READ MORE